250x250

16 Lis

Jak nie zanudzić czytelnika? Błędy w powieści kryminalnej

Jak nie zanudzić czytelnika – to problem nie tylko autorów powieści historycznych, ale również kryminałów. Podstawowe błędy mogą znacząco wpłynąć na odbiór powieści. Należą do nich np. zbyt prawniczy język, przeciąganie akcji czy też wypłaszczenie punktu kulminacyjnego.

Prawniczy język w powieści kryminalnej

Jeśli zastanawiasz się, jak nie zanudzić czytelnika, odpowiedź jest bardzo prosta: nie stosuj zbyt prawniczego, urzędowego lub policyjnego języka. One są z natury niezbyt przyjazne dla przeciętnego zjadacza chleba. Umiejętne wplecenie prawniczego czy policyjnego żargonu może znacznie uatrakcyjnić utwór, jednakże przesada wpłynie na to, iż książka nie będzie zrozumiała. Staraj się, aby czytelnik, który sięga po książkę, nie miał poczucia, iż czyta akta sądowe (lub policyjne) wyjątkowo nudnej sprawy. Ożyw język, dodaj opisy, nie bój się dynamicznych, krótkich zdań. A przede wszystkim – daj swoją wstępną wersję do przeczytania komuś, kto nie jest związany z prawem. Jeśli dla tej osoby wszystko będzie zrozumiałe i ciekawe – jesteś na dobrej drodze!

Przeciąganie akcji

Tworząc powieść kryminalną autor staje przed nie lada wyzwaniem – jak długa powinna być historia? Jak nie przesadzić z wartkością akcji? Takie myślenie doprowadza często do popełnienia podstawowego błędu: przeciągnięcia akcji. Jak nie zanudzić czytelnika w ten sposób? Przede wszystkim przyjmij zasadę: wartka akcja to dobra akcja. Na etapie pisania nie stopuj się niepotrzebnie, pisz dokładnie tak, jak wydaje ci się, że powinno być. Po ukończeniu utworu będziesz mógł spojrzeć na całość z góry i wtedy ocenić, czy tempo jest faktycznie odpowiednie. Jeśli tobie i twoim bliskim wyda się zbyt szybkie – wówczas po prostu dopisz kilka stopujących scen. Łatwiej jest coś dodać niż skrócić i przerobić wolną akcję w wartką. Dlatego nie wstrzymuj na siłę koni swojej fantazji – przyniesie to znacznie więcej szkody niż pożytku. Zwłaszcza w kryminale, gdzie głównie chce się wywołać w czytelniku chęć szybszego dobrnięcia do końca, by przekonać się czy faktycznie wytypowana osoba była sprawcą.

Wypłaszczenie punktu kulminacyjnego

Ten błąd jest często wynikiem poprzedniego. Tak wiele razy utwór mógłby się skończyć, a jest to przeciągane, że gdy następuje w końcu ten właściwy punkt kulminacyjny – wychodzi on nijako. Może być nawet niezauważalny przez czytelnika, co jest najgorszą możliwą opcją. Dlaczego? Ponieważ ma on poczucie, iż utwór skończył się „w połowie”. Zostaje tutaj zachwiana podstawa kompozycji, przez co ciężko liczyć na to, że jakikolwiek czytelnik przyjmie taką książkę z radością. Jak tego uniknąć? Przede wszystkim wróć do podstaw i zastanów się, dokąd utwór ma doprowadzić. Co ma być jego wielkim finałem? Jeśli masz to ustalone, czas, abyś po prostu punkt po punkcie rozpisał, co ma się znaleźć w punkcie kulminacyjnym. Wielu autorów tworzenie swojej książki rozpoczyna właśnie od napisania tego fragmentu utworu, później jedynie dobudowując do niego akcję. W ten sposób całość pozostaje logiczna i tworzy spójną całość – jak strzelba Czechowa, każdy element, wydarzenie, ma swoje znaczenie dla finału.

Zbyt wielu podejrzanych

Innym popularnym błędem, który ostatecznie może doprowadzić do uśpienia czytelnika jest stworzenie zbyt dużej liczby potencjalnych sprawców. Dlaczego? W powieści kryminalnej największą frajdą dla odbiorcy jest zgadywanie „kto zabił”. Wyjątkiem jest sytuacja, w której jest ona tworzona z perspektywy sprawcy. Wówczas zabawa polega na zgadnięciu, kiedy organa ścigana w końcu dopadną (o ile w ogóle) bohatera. Jeśli zatem w trakcie akcji pojawia się 15-30-100 potencjalnych sprawców, którzy, zamiast być stopniowo ograniczani, to mnożą się jak króliki, cała zabawa traci sens. Naturalnie na początku utworu takich domniemanych zabójców może być wielu. Jest to w porządku. Jednak prawidłowa akcja powinna polegać na tym, iż systematycznie jest zawężany krąg podejrzanych do momentu, kiedy śledczy będą mieli całkowitą pewność, kto jest winny. Oczywiście, warto także dawać „podpuchy” czytelnikowi (jak np. Joanna Chmielewska we „Wszyscy jesteśmy podejrzani”), jednakże nie powinno być ich zbyt wiele. Dwa to maksimum, które nie irytuje czytelnika.