250x250

11 Gru

Pisać czy nie pisać? – oto jest pytanie!

Pisać czy nie pisać?

Jeździsz autobusem, tramwajem lub pociągiem? Jeśli tak, to przyjrzyj się czasami innym ludziom – czym się zajmują w trakcie jazdy? Jeszcze kilka lat temu można było zauważyć przewagę osób coś czytających – książkę, magazyn czy chociażby darmową gazetę codzienną. Dziś z reguły mamy do czynienia z widokiem zgoła odmiennym – albo wlepianie się w okna i obserwowanie przesuwającej się rzeczywistości, albo przyklejenie do ekranu smartfona lub tabletu. Czy w takich nieczytelniczych czasach warto w ogóle zaczynać przygodę jako pisarz?

Czy ktoś jeszcze czyta książki?

Dane statystyczne nie jawią się zbyt różowo – w 2014 roku aż 19 mln Polaków nie przeczytało ani jednej książki a 10 mln nawet żadnej nie posiada1. Z czego to wynika? Za główną przyczynę należy brać przede wszystkim tempo życia oraz mnogość obowiązków – przy pracy na dwa etaty, samodzielnym spłacaniu kredytów i wychowywaniu dzieci brakuje nam czasu na czytanie czegoś, co jest dłuższe niż kilka zdań. Trudno nam sięgnąć po normalną papierową gazetę, gdzie artykuły ciągną się na kilka stron, a co dopiero wyasygnować kilka godzin w tygodniu na to, aby przeczytać paręset stron książki. Czy to oznacza zmierzch książek i wtórny analfabetyzm? A co gorsza – czy w tej sytuacji w ogóle opłaca się wysilać i pisać coś własnego? Jeśli pójdziemy tropem, który wiedzie przez myślenie: skoro nikt nie czyta = nie opłaca się pisać, to bardzo szybko zejdziemy na manowce. Takie myślenie da jedynie przyzwolenie na brak czytelnictwa a co za tym idzie – głupienie społeczeństwa. Powód jest bardzo prosty – nie czytając zupełnie nic nie poszerzamy swoich horyzontów i zamykamy się jedynie znanych nam informacjach. Aby się wyrwać z tego błędnego koła ktoś musi podjąć wyzwanie – i w tym miejscu powinni się znaleźć młodzi pisarze.

Pisanie = trening wyobraźni

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić podstawową kwestię – sam proces tworzenia powinien być skupiony na pewnej naszej chęci rozwinięcia się i szlifowania talentu, a nie tylko chęci zysku. Tworzenie własnych tekstów to bowiem świetne narzędzie do poszerzania horyzontów z zakresu ojczystego języka, wielu dziedzin wiedzy (np. pisząc o romansie w Australii musimy sięgnąć po źródła opisujące krajobraz tego kontynentu oraz specyfikę tamtejszych obyczajów) czy też pomaga nam wyćwiczyć wyobraźnię. Dzieje się to w bardzo prosty sposób – każdą scenę, jaką opisujemy, musimy najpierw sobie wyobrazić i wyreżyserować w głowie. Na początku mogą z tym być pewne trudności – szczególnie, jeśli i nam się zdarzało zdradzić książki z grami komputerowymi. Jednak praktyka czyni mistrza – z czasem poszczególne sceny będą Ci się układały w logiczny ciąg a sama fabuła nabierze znacznie większego sensu.

Nie każdy musi być Mickiewiczem

„Pokorne ciele dwie matki ssie” – te przysłowie ma również zastosowanie w przypadku pisarstwa. Prawdziwy twórca musi mieć w sobie sporo pokory. Jeśli siadasz do swojego pierwszego tekstu z nastawieniem, że to na bank będzie bestseller, a każde wydawnictwo, które go odrzuci jest zwyczajnie głupie – popełniasz błąd. Oczywiście, że zdarzają się spektakularne debiuty i pierwszy tekst może zapewnić nie małą sławę. Jednak takie perełki nie powstają w sytuacji, kiedy skupiamy się wyłącznie na chęci zysku i już w myślach liczymy dochody z tantiem. Niestety, jeśli brak Ci pokory, to życie Cię jej bardzo szybko nauczy. Jak? Chociażby w postaci redaktora, który będzie na tyle miły, aby wprost Ci napisać, że niestety Twoja pisanina to wielkie grafomaństwo. Jeśli chcesz odnieść sukces, pamiętaj – skup się na doskonaleniu warsztatu i szlifowaniu swojego dzieła. Jeśli do tego posiadasz naturalny talent i lekkość pióra, nawet w tych nieczytelniczych czasach nie musisz się obawiać o brak audytorium. Prawda jest taka, że po dobrego autora zawsze sięgną tysiące. Warto również pamiętać o jeszcze jednej rzeczy – to, że dzisiaj rynek czytelnictwa notuje straty nie oznacza, że za pięć czy dziesięć lat karta się nie odwróci. A wtedy szkoda by było zrezygnować z wielkiej szansy na sukces tylko dlatego, że uznaliśmy to za nieopłacalne