250x250

05 Maj

Pięć pisarskich pułapek, które mogą zwieść na manowce

Tworzenie powieści to ciężkie wyzwanie i to nie tylko dla początkującego pisarza. Niezależnie od tego czy jest się starym wyjadaczem, czy też nieopierzonym żółtodziobem, zawsze nasza wyobraźnia może nas zwieść na manowce. Istnieje bowiem kilka toków myślenia, dzięki którym nasza powieść może trafić na ślepy zaułek lub zmienić się w dramat językowy. Co to za pułapki i jak ich rozsądnie unikać?


Opisywanie rutyny

Wplatanie do powieści elementów codzienności bohaterów jest ważne. To sprawia, że stają się nam bliżsi i traktujemy ich jak swoich znajomych. Problem zaczyna się w momencie, kiedy popadamy w schemat. Nasz bohater budzi się rano, myje, je śniadanie, jedzie do pracy, wraca z pracy, je obiad, zajmuje się domowymi obowiązkami, myje się, idzie spać. I tak w kółko. I w kółko. I wciąż. Wyobrażając sobie taką sytuację już czujemy frustrację i znudzenie, a co dopiero ma powiedzieć czytelnik? Dlatego ważne jest, aby w momencie, gdy łapie nas rutyna bohatera, wprowadzić nieoczekiwany zwrot akcji. Może być nawet absurdalny – chodzi o to, aby nasz umysł wybić ze schematycznego myślenia i przywrócić na bardziej kreatywne tory. Ta scena nie musi się oczywiście znaleźć w ostatecznej wersji utworu, ważne jednak, aby ją zapisać i tym samym uruchomić swoją wyobraźnię.

 

Super hasełko

Oprócz rutyny dnia codziennego, bohaterowie powieści często mają jakieś natręctwo językowe. W praktyce wygląda to tak, że tworzymy jakieś zdanie i przypada nam ono do gustu w takim stopniu, że wręcz maniakalnie zaczynamy go używać. Nie musi to być nic skomplikowanego – czasem takim natręctwem może być nawet jedno słowo. I jeszcze pół biedy, kiedy jest ono przypisane bohaterowi jako jego hasło rozpoznawcze. Gorzej, jeśli takie natręctwo ujawnia się w narracji i wręcz dobitnie ukazuje, że bardzo nam się dana fraza lub wyraz spodobały. Zapobiec można tylko w jeden sposób – czytając to co już napisaliśmy i niwelowanie tego rodzaju wypadków na bieżąco.

 

Dreptanie w kółko

Inną pułapką jest ta, która polega na tym, iż bohater krąży wokół jakiejś sprawy. Sedno wydarzeń jest dla niego niedostępne, lecz bardzo bliskie. My, jako autorzy, nie chcemy, aby akcja skończyła się zbyt szybko, dlatego nasz bohater krąży wokół tematu. I tak przez 100, 200 stron. I krąży. I krąży. I ani się nie przybliża, ani nie oddala od niego. To męczy a dodatkowo sprawia, że czytelnik ma wrażenie, iż cały utwór donikąd nie prowadzi i że ten bohater będzie już tak krążył do uśmiechniętej śmierci. Wyrwać się z tego można w jeden sposób – pisząc spontanicznie to, co tak od początku hamujemy a następnie przeczytać całość. Jeśli akcja faktycznie zbyt szybko się skończy – wówczas możemy dodać wątki czy też bardziej rozwlec wydarzenia. Nie ma sensu tego robić w momencie, kiedy nie wiemy do końca jak się całość potoczy i czy przypadkiem nasza wizja przelana na papier nie ulegnie pewnym modyfikacjom.

 

Dokładanie bohaterów

Powieść okazała się za krótka lub wydaje nam się zbyt nudna? W takiej sytuacji często mamy tendencję wprowadzania „odświeżaczy”, czyli nowych bohaterów epizodycznych, których celem jest rozruszanie akcji. Nie jest to zły zabieg – często pomaga nam wzbogacić wydarzenia o nieoczekiwane informacje poboczne. Problem pojawia się w chwili, kiedy znienacka tych pobocznych bohaterów robi się przytłaczająca liczba. Pamiętajmy – to ma być smaczek, a nie dominujący zabieg. Jeśli musimy ciągle wprowadzać kogoś nowego, to znaczy, że cała powieść nie jest do końca przemyślana. Co zrobić, aby tego uniknąć? Spisywać sobie po prostu postacie i kontrolować ich liczbę.

 

Z igły widły

Ostatnią pułapką, charakterystyczną głównie dla utworów humorystycznych, jest podnoszenie małego problemu do rangi katastrofy. Często jest to zabieg celowy, mający w satyryczny sposób coś zobrazować. Jednakże w ostatecznym rozrachunku, szczególnie jeśli nie mamy wprawki w pisaniu komedii, wyjść dramat oparty na mało znaczącym elemencie, który nagle przerodził się w najistotniejszy problem ludzkości. Jak tego uniknąć? Tu znów najlepszą metodą jest po prostu czytanie tego, co się napisało i kontrolowanie, w jakim kierunku płynie akcja.