250x250

08 Lip

Nie jesteś beztalenciem! – 3 rzeczy, z którymi zmaga się każdy pisarz

Siadasz do pisania. Patrzysz tępo w biały arkusz Worda, kartkę papieru lub inne medium, na którym chcesz utrwalić swoje dzieło. I nic. Zero. Pustka. Ewentualnie zasiadłeś już do dzieła, akcja sama przelewa się na papier i nagle bęc! Bohaterowie zawieszają się w jednym miejscu i koniec, nie ruszają z niego. Takie sytuacje mogą sprawić, że zaczniesz wątpić w swój talent i umiejętności. Nie potrzebnie! W końcu nie tylko Ty zmagasz się z tymi problemami, które tak naprawdę warto pokonać!

Obezwładniająca czysta kartka

Nie ma nic bardziej przerażającego niż biała przestrzeń, którą teoretycznie mamy zapełnić słowami. Jest to zmora nie tylko pisarzy, lecz także studentów tworzących prace dyplomowe, projektantów czy malarzy, którzy mają stworzyć jakąś grafikę. Dlaczego pusta przestrzeń obezwładnia? To może dziwne, ale przerażający jest w istocie sam fakt pustki, którą należy zapełnić. Automatycznie włącza się w nas poczucie, iż to powinno być coś wielkiego, poważnego, wzniosłego i najlepiej idealnego. Dlatego wpatrując się w ten obszar, nie potrafimy zacząć – każde pierwsze słowo, ba!, nawet pojedyncza litera, wydają się zbyt mało ważne, aby zbrukać czystość kartki. Jak sobie z tym poradzić? Najlepszą metodą jest napisanie czegoś prostego. Jeśli chcemy, aby książka dzieliła się na rozdziały lub części, zacznijmy od: „Rozdział I”, „Część I”. Proste, ale pomocne! Co w sytuacji, gdy nie chcemy dzielić utworu? Wówczas dobrym pomysłem jest zapisanie tytułu oraz swojego imienia i nazwiska. W ten sposób „coś” już powstanie a dalsza praca nie będzie taka trudna.

Bezpłciowi bohaterowie

Miałeś ambitny plan stworzyć wspaniałego bohatera, którego wszyscy pokochają. Wszystkie zamierzenia robiłeś zgodnie ze sztuką: dopracowywałeś nawet najmniejszy szczególik. Ale kiedy zasiadłeś do pisania i tchnąłeś w niego życie, okazał się być… całkowitym szaraczkiem, którego nie zauważyłbyś na ulicy. Zresztą, tego typu kwestia może dotyczyć nie tylko bohatera, lecz również akcji samej w sobie. Co wtedy począć? Czy to oznacza, że masz zbyt słaby warsztat, by przelewać swoje myśli na papier? Niekoniecznie. Planowanie, wyobrażanie sobie a pisanie, to dwie odmienne czynności, które angażują nieco inne obszary w mózgu. Pierwsza czynność jest niejako puszczeniem naszego umysłu samopas, bez ograniczeń w postaci logiki czy spójności. Natomiast w trakcie pisania zaczynamy się zastanawiać nad doborem słów, analizujemy fabułę i poddajemy, często nieświadomie, weryfikacji i krytyce. Dlatego to, co pierwotnie było piękne i kolorowe, na papierze może stać się szare i nijakie. Rada na to prosta – dobrnąć do końca utworu, odstawić całość na bok i po pewnym czasie wrócić. Spojrzenie świeżym okiem sprawi, że dostrzeżesz swoje ewentualne błędy lub miejsca, gdzie można coś podrasować. I zaraz wszystko będzie piękniejsze!

Zatrzymana akcja

Równie często zdarza się sytuacja, w której utwór przez pewien czas pisze się praktycznie sam. Znienacka, zupełnie bez racjonalnej przyczyny, akcja utyka. Oglądamy swój twór z każdej strony i nie mamy pomysłu, jak wybrnąć z tej sytuacji. Każde słowo wydaje się być idiotyczne. Może się także pojawić poczucie wyczerpania już w pełni tematu. Rozwiązanie zależy tutaj od etapu, na jakim książka utknęła. Jeśli przed zakładanym punktem kulminacyjnym, warto od książki nieco odpocząć i powrócić do niej za pewien czas lub zwyczajnie napisać od nowa scenę, w której utknęliśmy. W ten sposób można spróbować pobudzić swoją wyobraźnię i odblokować wenę twórczą. Dobrym pomysłem jest także konsultacja utworu z inną osobą, na przykład kimś bliskim. A nuż podpowie ona drogę, na którą wcześniej sami nie wpadliśmy. W sytuacji, kiedy blokada powstała po punkcie kulminacyjnym, wówczas warto rozważyć, czy nie lepiej jest po prostu zakończyć książkę, zamiast przeciągać ją na siłę. Zbytnie przegadanie utworu jest często większym strzałem w kolano niż pozostawienie czytelnika z niedosytem. W końcu zawsze można napisać kontynuację, prawda?