250x250

24 Kwi

Jak zostać pisarzem – blaski i cienie życia pisarza

Być samemu sobie szefem i poddawać się swojemu ulubionemu zajęciu. Tak większość z nas wyobraża sobie pracę pisarza, którzy przecież posiada talent, więc jego sposób zarobku jest banalnie prosty. Nikt z nas jednak nie zastanawiał się jak może wyglądać prawdziwy dzień z życia pisarza, który akurat nie ma weny na zakończenie własnej książki, a tu wydawnictwo internetowe domaga się ostatecznej wersji publikacji, bo już czekają z projektem okładki. Każda praca, nawet ulubiona, potrafi przysporzyć niemałych problemów, ważne, aby czerpać z niej satysfakcję.

Dzień bez weny

Budzisz się, powoli wstajesz z łóżka i przygotowujesz się do życia. W swoim tempie. Nie ważne, czy to piąta rano, czy pierwsza popołudniu, bo nockę zarwało się nad ostatnim rozdziałem powieści. Kiedy przeżuwasz śniadanie lub przełykasz poranny napój w postaci kawy, herbaty lub słodkiego kakao, nagle spada na Ciebie ta przerażająca myśl. Odkrycie, że dzisiaj jesteś totalnie wypluty i nie jesteś w stanie sklecić logicznie nawet najprostszego zdania, które powinno się skierować w stronę ekspedientki w osiedlowym sklepie. A co tu mówić o intrygującym zakończeniu, na które czeka, jak kania dżdżu, wydawnictwo? Minuty powoli mijają, zasiadasz przed kartką papieru lub ekranem komputera i czujesz niewyobrażalną wewnętrzną pustkę. Luksusową sytuacją jest moment, kiedy do tej pory dotrzymywało się wszelkich terminów i po raz pierwszy chwycimy po telefon, aby poprosić wydawcę o lekkie przesunięcie terminu wydania. Jeżeli jest wyrozumiały – zrozumie, przełoży. Inna sprawa, kiedy datę publikacji odwlekamy już od dawna, a tu wena nadal nie chce przyjść. Bohaterowie utknęli w martwym, w dodatku idiotycznym punkcie i nie można ich w nim zostawić. Bo co, wzruszająca historia miłosna ma się zakończyć w publicznej toalecie, w dodatku w pół zdania? A może kryminał ma się urwać na dowiedzeniu się kim jest morderca, ale nie wyjawieniu tego czytelnikom, przy jednoczesnym wytłumaczeniu jego motywów działania? Niedopuszczalne! Dlatego, chcąc nie chcąc, wenę trzeba odnaleźć i wykrztusić z siebie chociażby ze dwie zgrabnie napisane strony, które w jakiś tam sposób zaspokoją ciekawość czytelnika.

Zmienna koncepcja

Innym problemem jest, kiedy książka sama się pisze, nasi bohaterowie robią co sobie żywnie zażyczą, a autor może jedynie wiernie to opisywać. Może i marzenie każdego twórcy, jednak kłopoty zaczynają się w chwili, kiedy zdradził on już wydawnictwu cały zarys fabuły powieści, który nagle się rypnął. Nam się koncepcja zmieniła, w dodatku dość nieoczekiwanie, my święcie przekonani, że będziemy się trzymać pierwotnych zamiarów, nie uprzedziliśmy wydawnictwa o naszych zmianach i co teraz? Okładka dopasowana do poprzedniej wersji, za nic nie pasująca do aktualnej, ilustracje również i co z tym zrobić? Wszystko zmieniać? Kto, wydawnictwo czy autor? Prawdopodobnie obie strony zaczną rwać włosy z głowy i będą musiały uzgodnić pewien kompromis. Może chociaż trochę dopasować aktualną wersję do swoich pierwotnych zamierzeń, a okładkę podrasować tak, aby kumulowała w sobie obie opcje? W tym przypadku najbardziej zyskują te osoby, które od początku miały bardzo dobry kontakt ze swoim wydawcą, ponieważ wtedy mogą liczyć na to, że nie odgryzie on im głowy za podobne numery. Naturalnie, problem nie istnieje, jeżeli jesteśmy na tyle poukładani, aby każdą zmianę planów od razu podawać wydawnictwu, które na bieżąco koryguje wszelkie swoje projekty i pomysły na kampanię reklamową. Oznacza to dużo mniej stresów i przede wszystkim – nie narażanie się zbytnio redaktorowi prowadzącemu, który nie zawsze będzie patrzył na nasze poczynania przychylnym okiem.

Każdy problem jest rozwiązywalny, ważne tylko, aby wiedzieć co i kiedy zrobić oraz się nie poddawać. Brak weny czy jej nadmiar może się przytrafić każdemu twórcy, ważne, aby w porę się zorientować i poinformować o wszystkim swojego wydawcę, który może nam dodatkowo pomóc, podsuwając jakieś dobre koncepcje.