250x250

24 Kwi

Jak wydać tłumaczenie książki

Oczekujący na polski przekład zagranicznej publikacji odbiorcy często dopytują, dlaczego tłumaczenie trwa aż tak długo. Nie zdają sobie sprawy, że ten delikatny proces translacji jest bardzo mozolny i pracochłonny. Nawet najbardziej biegli tłumacze potrzebują czasu, aby stworzyć idealny przekład, który będzie zadowalał zarówno autora, jak i czytelników danego państwa.

Problemy tłumacza

pobraneNaiwni Ci, którzy sądzą, że wystarczy w miarę dokładnie i dosłownie przetłumaczyć zagraniczną książkę, aby móc ją opublikować w Polsce. Warto pamiętać w tym miejscu o przysłowiu, że co kraj, to obyczaj. To znaczy ni mniej, ni więcej, że to, co bawi przeciętnego Anglika, niekoniecznie musi rozśmieszyć zwykłego Polaka. Za tym z kolei kryje się niebezpieczna zabawa z modyfikacją pierwotnego tekstu, tak, aby jego humor (zwłaszcza polityczny lub ludowy) był zrozumiały dla obywateli naszego kraju. To jednak nie jedyna przeszkoda, ponieważ, jak zaznaczono powyżej, ze zmianami wiąże się problem, jak zachować maksimum pierwotnych założeń twórcy. Należy się wystrzegać sytuacji, kiedy pochłonięci przekładem, gubimy oryginalny styl autora, który jest jego wizytówką, a zarazem – kartą przetargową na rynku wydawniczym.

Niezręczne przypisy

Dodatkową kwestią jest sprawa wyrazów, zwrotów, których nie da się przetłumaczyć. Nie mowa tutaj o idiomach, które można ewentualnie zastąpić w miarę podobnymi w znaczeniu polskimi odpowiednikami. W tym miejscu mowa o np. nazwach własnych lub zwyczajowych danych zjawisk, potraw, przedmiotów czy miejsc kultu. Nie można ich zmienić ani przełożyć, ponieważ w Polsce albo podobne rzeczy nie istnieją (np. pudding wołowy lub croissant), albo przyjmowało się ich zagraniczne nazewnictwo. Jeżeli dana nazwa nie jest powszechnie znana i czytelnik może nie wiedzieć co to jest, wtedy tłumacz stosuje jedyną dostępną mu w tym momencie deskę ratunku. Stosuje tak zwane przypisy odredakcyjne (redaktorskie, w skrócie – przyp. red.) lub tłumacza (przyp. tł., przyp. tłum.), w których mniej więcej wyjaśnia co dane słowo oznacza.

Gdzie dwóch się bije…

Rzadko nad publikacją pracuje jeden tłumacz, chociaż zdarzają się takie przypadki. Często jest w to zaangażowany cały sztab profesjonalistów, którzy wspólnie pracują nad najlepszą formą przekładu. Kłopoty zaczynają się, kiedy każdy z nich posiada własną koncepcję tłumaczeniową. Nie zawsze są one komplementarne, nie raz potrafią się całkowicie wykluczyć. Co w takiej sytuacji zrobić? Najlepiej zaangażować osobę trzecią, która oceni, która wersja przekładu jest według niego trafniejsza. Kiedy w końcu dojdzie do porozumienia, okazuje się, że wybrany fragment nie pasuje do reszty dzieła, ponieważ wcześniej była stosowana zupełnie inna strategia. W ten sposób można zaczynać prace nad książką nawet kilkanaście razy, aby w końcu wszystkie elementy do siebie pasowały.

Tłumacz-redaktor

Kolejny opóźniacz wydawniczy to konflikty a raczej żmudna i wciąż powracająca do punktu wyjścia praca w relacji tłumacz- redaktor. Każdy przetłumaczony fragment książki musi trafić do redakcji w celu zaakceptowania, a ta odsyła tekst do późniejszej akceptacji autora. Niejednokrotnie jednak zamiast do twórcy, tekst trafia podobnie do zespołu tłumaczy, w celu naniesienia niezbędnych tłumaczeń. Bo w oryginale chodziło o co innego, a właściwie to powinno się wszystko zmienić. Po naniesionych poprawkach utwór ponownie trafia w ręce redakcji i ten proces potrafi się powtórzyć nawet kilkanaście razy, zanim zostanie zatwierdzona wersja ostateczna, która jest przesyłana twórcy.

Akceptacja autora

Ostatnim elementem jest zatwierdzenie przekładu przez twórcę, któremu nie zawsze podoba się to, co stworzyli tłumacze. Stąd pojawiają się kolejne opóźnienia, które w tym momencie wynikają już z charakteru danego autora. Bo jeśli jest wyrozumiały i wie, że w tekście nie pojawiają się jakieś rażące błędy w postaci zmiany fabuły, zatwierdza tekst bez żadnych komplikacji. Jednak jeżeli albo tłumacze pozwolili sobie na zbyt wiele albo po prostu pisarz jest bardzo małostkowy – proces ten może trwać od kilku do kilkunastu tygodni. A potem? Pozostaje już tylko wydruk w odpowiednim nakładzie i polska premiera.